Strona główna > >

Jiczyn

Jicin

Z Jiczynem, nazywanym „bramą prowadzącą do Czeskiego Raju”, związanych jest wiele legend. Jedna z nich opowiada o szlachciance Eliszce Katarzynie Smirzyckiej, która za swoją miłość do kowala przez jedenaście lat była więziona przez własnego ojca w niedalekim zamku Kumburk. Uratował ją dopiero inny szlachcic, Ota z Vartenbergu, który miał nadzieję, że w ten sposób się wzbogaci. Jak tylko ją uwolnił, zamieszkali razem w Jiczynie. Jednak nie dane im było w spokoju władać. W sprawy zaczęła wtrącać się młodsza siostra Eliszki, Małgorzata…

„Eliszkę nasz ojciec pozbawił prawa dziedziczenia, jiczyński pałac i wszystko wokół do mnie tylko należy – złościła się Małgorzata, kiedy dowiedziała się, że Eliszka wróciła do Jiczyna. – Nie pozwolę sobie tego zabrać!”

Eliszka z Małgorzatą długo kłóciły się, co należy do której i która ma większe prawa do dziedziczenia. Żadna nie chciała zrezygnować z majątku. Ileż krzyków w pałacu słyszeli wtedy poddani! Nie było dnia ani nocy, żeby siostry się nie sprzeczały.

Jędrzych, mąż Małgorzaty, nie mógł już słuchać ciągłych kłótni obu kobiet. Poprosił czeskiego króla Fryderyka o zgodę, żeby on, Jędrzych, wraz z żoną Małgorzatą mogli władać Jiczynem. Nie minął nawet tydzień, a już Jędrzych trzymał w ręku pozwolenie na przejęcie dóbr jiczyńskich. Kilka dni potem do Jiczyna przyjechała wysoka komisja królewska, żeby sporządzić spis całego majątku.

Jędrzych stanął przed mieszczanami i zawołał: „Ja, Jędrzych Slawata z Chlumu i Košumberku, oraz żona moja Małgorzata od dnia dzisiejszego władamy wami, jak i miastem Jiczynem i całym dominium.” Eliszka bardzo się rozgniewała. Przecież to ona jest starsza i ona miała prawo do sprawowania władzy nad tymi ziemiami, nikt inny! Postanowiła zaprosić do siebie komisję na ucztę. Przecież mogliby wstawić się za nią u króla!

„Panowie, chodźcie. Posiedzimy, pobiesiadujemy, popijemy. Kurczęta już upieczone!” – zachęcała ich i zapraszała. Ani jeden nie odmówił, pieczone kurczęta i wino skutecznie ich zachęciły. Jak tylko wbili zęby w pierwsze delikatne udko, zaczęła Eliszka biadować: „Małgorzata nie ma racji, jedenaście lat spędziłam w Kumburku a teraz to? Niesprawiedliwość, sama niesprawiedliwość na tym świecie.”

Mężowie z komisji tylko kiwali głowami, jedli, pili i milczeli. „Ach, gdybyż mi ktoś mógł poradzić, co mam robić!” – wzdychała Eliszka. Myślała, że przynajmniej jeden obieca pomoc, ale nie doczekała się. Za to wino tak bardzo odurzyło komisję, że jeden po drugim pozasypiali.

Eliszka zaczęła płakać, wiedziała, że nikt już jej nie pomoże. Poszła więc do piwnic pałacowych, żeby swoim wiernym żołnierzom wydać proch strzelniczy, zanim opuści Jiczyn.

Od tej chwili nikt już Eliszki nie widział. Ogromny wybuchł zatrząsł pod wieczór całym Jiczynem. Kto stał w pobliżu, widział, jak cała frontowa część pałacu wyleciała w powietrze. Odezwały się krzyki: „Pali się, pali się!” I rzeczywiście, jiczyński pałac stał w ogniu. Wszyscy biegli po wiadra, nabierali wodę, starając się ugasić purpurowe płomienie i uratować znajdujących się w środku ludzi.

Ale w pożarze zginęła Eliszka, czcigodni panowie z komisji królewskiej, Jędrzych i wielu jeszcze niewinnych poddanych. Tylko Małgorzata się uratowała. Majątek jednak nie przyniósł jej szczęścia. Wkrótce, z uwagi na swoją religię, musiała uciekać do Niemiec. Tam zmarła w biedzie i zapomnieniu.

Nikt nie wie, co dokładnie stało się tego wieczoru. Czy nieszczęśliwa Eliszka specjalnie zapaliła proch? Czy wszystko było tylko nieszczęśliwym przypadkiem? Dziś nikt już tego nam nie powie.

Będąc w Jiczynie warto przejść się podcieniami w rynku, wejść na wysoką wieżę i zwiedzić pałac, nie zapominając przy tym o nieszczęśliwej Eliszce. Dziś w pałacowych murach nie słychać już nieustannego krzyku kłócących się sióstr. Ale wszyscy wiedzą, że złością i kłótniami nic się nie osiągnie.

Podgląd wydruku
Wytworzono 5.7.2009 15:40:44 | przeczytano 182x | zdarska
load