Strona główna > >

Mohelnice koło Mlada Boleslav

Mohelnice

Będąc w okolicy Mlada Boleslav niedaleko miasta Mnichovo Hradiště, warto przejść się, trzymając się szlaków turystycznych, przez wzgórze Káčov aż do Zásadki. Wcześniej stał tu mały zameczek. W niedalekich Mohelnicach można zauważyć ciekawy kościółek z dziewczęcą głową przedstawioną na fasadzie. A co o tych rejonach mówią legendy?

Dawno, dawno temu w Zásadce mieszkał pewien szlachcic, nazywał się Wilhelm. Od małego uczono go władania mieczem, jazdy konnej i walki z nieprzyjacielem. Kiedy potem czeskie wojska ciągnęły w bój przeciw Turkom, dołączył do nich też Wilhelm. W bojach dostał się w niewolę i znalazł się aż w odległej Turcji.

„Co z tobą począć, młodzieńcze... Powinieneś zostać skazany na śmierć, jak inni jeńcy. Ale jeśli jesteś udatnym…” –  zastanawiał się głośno pasza, najwyższy dowódca wojsk tureckich, który upodobał sobie młodzieńca. Wilhelm przerwał mu: „Umiem wszystko, pomogę wszędzie, gdzie będzie trzeba, tylko nie zabijaj mnie, panie.”

I turecki pasza przydzielił go ogrodnikowi jako pomocnika. Wilhelm cieszył się, że może zajmować się kwiatami. Bardzo jednak tęsknił za swą rodzinną Zasadką. Mocno wierzył, że kiedyś dane mu będzie wrócić do domu. Tymczasem powoli uczył się tureckiego. Język to był dziwny, niełatwy, ale Wilhelm był bystry i poszczególne słowa szybko zapamiętywał.

Raz pożyczył od ogrodnika lutnię i zaczął śpiewać smutne piosenki. Wtem z okna wychyliła się córka paszy, Adelka: „Kto tu tak pięknie śpiewa?” Ujrzała Wilhelma. Od razu jej się spodobał. Kiedy jednak zapytała o niego swojego ojca, pasza rozgniewał się: „Pomocnik ogrodnika? On ci się podoba, ten jeniec? Ciesz się, że nie kazałem mu ściąć głowy!”

Adela rozpłakała się, tak bardzo by chciała, żeby Wilhelm mógł być znowu wolny. Na drugi dzień bez wiedzy ojca przyszła do ogrodu. Wilhelm w Adeli zakochał się od razu, jak tylko ją zobaczył. Po pewnym czasie, kiedy Adelka z Wilhelmem czas jakiś się już w tajemnicy spotykali, młodzieniec oświadczył: „Uciekniemy razem do mnie do domu, tam nas nikt nie znajdzie, tam będziemy bezpieczni.” Adela zgodziła się, wiedziała, że pasza na ślub z Wilhelmem nigdy nie pozwoli.

Ze stajni ukradli dwa najlepsze konie i po długiej podróży dotarli aż do Czech, do Zasadki. A co na to pasza w Turcji? Kiedy stwierdził, że jego córka uciekła z jeńcem Wilhelmem, wpadł w gniew: „Tego im nie daruję! Na Allaha przysięgam, że sprowadzę Adelę z powrotem do Turcji!”

I wyruszył do Czech. Długo szukał drogi, nie wiedział, gdzie Czechy leżą, którędy ma jechać. Błądził po lasach, co prawda pytał o drogę, ale nikt go nie rozumiał. Wtedy w nocy zaczął miewać przedziwne sny. Oddalony głos kazał mu zrezygnować z zemsty. Inaczej ponoć Adelki i Wilhelma nie znajdzie. Kiedy ten sam sen nawiedził go już trzecią noc, uwierzył pasza, że musi zemsty zaniechać. O świcie uroczyście oświadczył:

„Allahu, odpuszczam Adeli i jej Wilhelmowi.” Wtem dosłownie przed jego oczyma otworzył się ciemny gęsty las a on ujrzał wspaniały zameczek, z którego bramy wychodziła młoda pani z dzieciątkiem w objęciach. Obejmował ją rosły mężczyzna. Pasza rozpoznał swoją Adelkę i Wilhelma. Kiedy podeszli bliżej, Wilhelm powiedział: „Ukradliśmy konie i uciekliśmy z Turcji, wybacz nam to, proszę.”

Pasza podniósł oczy na Adelkę: „Córeczko, jesteś tu szczęśliwa?” Adelka uśmiechnęła się: „Jestem bardzo szczęśliwa, naprawdę! Popatrz, tatusiu, urodził nam się syn, twój wnuk!” Pasza objął wnuka a młodym małżonkom wybaczył. Zamiast wracać do Turcji, został z nimi w Zasadce aż do śmierci. A w miejscu swojego ostatniego noclegu kazał wybudować kościół.

Przechodząc koło mohelnickiego kościoła, wspomnijmy Wilhelma, jego Adelkę i tureckiego paszę. Jak dobrze jest umieć wybaczać!

Podgląd wydruku
Wytworzono 5.7.2009 15:40:13 | przeczytano 314x | zdarska
load